Oto jedna z wielu typowych rozmów z moim najlepszym kumplem z czasu kiedy mieszkałem w Krakowie:
- Stary, pożycz mi sto złotych!
-Życzę Ci, stu złotych!
Ja go wiecznie objadałem z zapasów, które przywoził z domu a on z każdym dniem wymyślał na mnie coraz to ciekawsze inwektywy krążące wokół słowa „Żyd”. W końcu postanowił mówić do mnie z angielska – „Jew”. Ja zaś zwracałem się do niego per „Piuglarzu” bo studiował farmację.
Potem te żarty przeradzały się w kolejne. Kiedy pytał mnie o opinię na jakiś temat to odpowiadałem zazwyczaj tak: „My Izraelici, uważamy…”. I tak w nieskończoność, ja udawałem Żyda i w okół tego krążyły setki prześmiewczych powiedzeń. Jego dziewczyna patrzyła czasami na nas z boku i myślała, że się pozabijamy… Można jej to wybaczyć – jest kobietą. Na tym właśnie opiera się zewnętrzna strona „męskiej przyjaźni” – wiecznego obrażania się, które tak naprawdę jest wyrazem wielkiej sympatii. Poziom sarkazmu i ironii sięga w takiej znajomości najwyższego poziomu. Pamiętam jak kiedyś zabrałem Pigularza na bok po poznaniu jego nowej dziewczyny i powiedziałem: „bad choice”. Najpierw się wkurzył ale potem jak okazało się, że miałem rację to ten tekst przeszedł do klasyki naszej znajomości.
Innym czynnikiem, bez którego męska przyjaźń obejść się nie może to rytuały. U nas było to picie zawsze tego samego alkoholu w bardzo ważnych chwilach. Zawsze wiśniówka – napój przeznaczony na najlepsze i najgorsze momenty życia. Rytuał można łączyć z przekomarzaniem się. Znałem dwóch takich kumpli, którzy gdy chodzili ulicą to oceniali dziewczyny. Jeden w skali tradycyjnej drugi w (jak oni to nazywali) „skali zje…nia”.
Kobiety robią to zupełnie inaczej. Szczerze mówiąc – ich strata… Nie ma to jak być facetem! :)
______
/R.
info www.facetemjestem.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz